Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miesiąc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miesiąc. Pokaż wszystkie posty
#Koh Samui - Miesiąc w Tajlandii

#Koh Samui - Miesiąc w Tajlandii

Koh Samui - trzecia największa wyspa Tajlandii. Wnętrze jest górzyste, a na obrzeżach niziny i piaszczyste plaże. Jest częścią Angthong National Marine Park, a dla nas była ostatnim przystankiem podczas miesięcznej podróży po Tajlandii.


Chaweng - najpopularniejsze miasto na wyspie, z najdłuższą plażą i jeziorem, położone na wschodnim wybrzeżu. To tam wylądowałyśmy. Jest mimo wszystko spokojniejsze niż Patong na Phuket, dzięki czemu ma się większe odczucie sielskości połączonej z imprezą, niż rozrywki z poszukiwaniem spokoju.

Wat Phra Yai

PLAN
Dzień 25
Podróż na Koh Samui
Rano zjadłyśmy śniadanie w naszym resorcie, po czym przyjechał po nas pickup, który zwiózł nas do miasta. Tam wsiadłyśmy w minivana, który dowiózł nas do Surat Thani, a tam udałyśmy się na autokar, który jechał na Donsak Pier - prom, którym dopłynęłyśmy na Koh Samui. (Taka prosta podróż, ot co 🙆).
Gdy dotarłyśmy na wyspę, wzięłyśmy pierwszą lepszą taksówkę, z którą wytargowałam taką cenę, jaką byłam za nią w stanie dać i po okrążeniu połowy wyspy (ruch na Koh Samui odbywa się wzdłuż jej krawędzi) w końcu dotarłyśmy do hotelu.
Ku tradycji - rozpakowałyśmy się i w drogę.
Tym razem podczas spaceru zaliczałyśmy warzywniaki i targi - robiłyśmy zapas jedzenia i pamiątek, żeby wszystko już mieć z głowy. Przy okazji znalazłyśmy wypożyczalnię skuterów, która miała nam posłużyć za 2 dni i wykupiłyśmy wycieczkę.


Dzień 26
Bophut Fisherman's Village
Bophut Beach
Chaweng
Chaweng Lake

Śniadanko do łóżka to idealne rozpoczęcie dnia, ale za to pogoda od rana średnio nam sprzyjała. Jednak mimo wszystko poszłyśmy spacerkiem do innego miasta, zobaczyć wioskę rybacką i plaże. Po drodze kupiłyśmy kokosa - nowy rekwizyt do zdjęć.
Na plaży poleżałyśmy w deszczu, więc gdy już przemokłyśmy i przemarzłyśmy, nieomal biegiem wracałyśmy do swojego miasta Chaweng.
Gdy już się zagrzałyśmy, wybrałyśmy się na spacer po naszym mieście.

Bophut Beach






Bophut Fisherman's Village


Chaweng Lake


Dzień 27
Angthong National Marine Park:
Koh Wao
Koh Sam Sao
Koh Mae Koh
Koh Wua Ta Lab

Pobudka rano i ruszamy na wycieczkę. Pod hotel przyjechał minivan, który zawiózł nas do miejsca zbiórki, gdzie dostaliśmy jedzenie, picie i czekaliśmy na resztę. Pogoda znów nie sprzyjała - kropiło, a kuse wdzianka i stroje kąpielowe nie dawały zbyt dużo ciepła podczas płynięcia speedboatem.
Ale wcale nie przeszkadzało nam to do pójścia na przód, gdzie wiało jeszcze bardziej, bo chcąc nie chcąc, naprawdę było co podziwiać.
Angthong National Marine Park to archipelag składający się z 42 wysp i nawet mimo braku słońca - przyciągał uwagę.
Na pierwszy ogień poszło snorkellowanie 🏊.
Przewodnik zabrał nas do jaskini, gdzie można znaleźć kryształy (serio jakieś przyniósł 😂), a w jednym miejscu jest okrągły otwór, który wpuszcza światło akurat na okrągły kamień, niczym z filmu o syrenkach.
Naszym kolejnym przystankiem była wyspa Mae Ko z laguną. Punkt widokowy był świetny, a laguna zlokalizowana była w pięknym otoczeniu zielonych wzniesień. Marzenie o pływaniu w niej spłonęło jednak na panewce, gdy okazało się, że jest zakaz, bo zaobserwowano w niej obecność rekinów. ❗(I wtedy wchodzę ja, cała na biało, a raczej biało-blada, bo w Krabi władowałam się do laguny razdwatrzy, nie bacząc na obecność jakichkolwiek rezydentów - jak dobrze, że o tych rekinach dowiedziałam się dopiero wtedy 😰).
Tak czy inaczej, laguna była piękna, widoki z niej jeszcze lepsze, ale czas było ruszać na dalszą część wyspy, gdzie wypożyczyliśmy kajaki i popłynęliśmy na zwiedzanie między skałami.
Kolejną i ostatnią już wyspą była Wua Ta-Lab - wyspa matka, największą w archipelagu.
Tam zjedliśmy obiad, po czym nadszedł czas wolny. Wraz z naszym nowo poznanym kolegą Ruslanem poszłyśmy się wspinać na punkt widokowy, z którego widać było cały archipelag. Składał się on z 6 poziomów, gdzie na każdym było widać co innego.
Później poszłyśmy pochodzić po plaży i popływać.
Wycieczka jednak nie tylko uświadomiła nam obecność rekinów w lagunach, ale także rozwikłała sprawę piekącej skory podczas pływania.
Wysiadając ze speedboatu, przewodnik zaczął zwracać nam uwagę na zagęszczenie meduz w okolicy zejścia, żebyśmy uważali, żeby się nie poparzyć. No i wtedy dostrzegłam to, czego nie zauważyłam ani razu wcześniej - przyczyny naszej piekącej skóry - małe, ledwo widoczne meduzy, których ponoć w tym okresie jest pełno wszędzie. I w tym momencie świeć losie nad mą duszą - gdybyśmy się wcześniej o tym dowiedziały, wypatrywałybyśmy ich przy każdym wejściu do wody, a tak, w przedostatni dzień, to tylko się zaczęłyśmy śmiać 🤷🏼‍♀️




Koh Wao                                                                                                                                   

Koh Mae Koh

Koh Mae Koh

Koh Mae Koh

Koh Wua Ta Lap

Koh Wua Ta Lap

Koh Wua Ta Lap

Koh Wua Ta Lap

Koh Wua Ta Lap

Koh Wua Ta Lap

Koh Wua Ta Lap

Koh Wua Ta Lap


Dzień 28
Wat Phra Yai i Big Budda
Wat Plai Laem
Wat Khunaram
Namuang Waterfall 2
Namuang Waterfall
Lamai Beach
Central Festival Samui

Tym razem pogoda nas rozpieszczała od samego rana. Było słonecznie i upalnie, a nas czekał dzień jeżdżenia skuterem.
Standardowo wynajęłyśmy jeden w pobliskiej wypożyczalni za jakieś 12 zł i ruszyłyśmy na podbój wyspy. 
Na pierwszy ogień poszła świątynia Wat Phra Yai z ogromnym 12-metrowym Buddą. Kompleks świątynny zbudowany jest na małej wyspie o nazwie Koh Farn i podłączony jest groblą do Koh Samui. 
Na naszej świątynnej wyprawie nie mogło też zabraknąć Wat Plai Laem, czyli kolejnego kompleksu świątynnego zlokalizowanego na wodzie. Składa się z posągu Guanyin - chińskiej bogini miłosierdzia i współczucia z 18 ramionami, posągu chińskiego, grubego Buddy o 30 m wysokości, jak i samej świątyni Wat Plai Laem z kolorowymi obrazami na ścianach i sklepieniu.
Kolejną i ostatnią już świątynią była Wat Khunaram ze zmumifikowanym mnichem w okularach przeciwsłonecznych (serio 😂), który zmarł w 1973 r.
Gdy już nieomal płonęłyśmy na tym skuterze, nadszedł czas by się trochę powspinać na wodospad.
Widok jaki się z niego roztaczał wynalazłam już wieki wcześniej, przeglądając instagramy. Panorama na dżungle i góry, siedząc w wodospadzie to niesamowite przeżycie.
Ale wspinaczka już taka nie była.
Zaczynamy chybotliwym mostkiem zawieszonym na drzewach, pod którym tylko woda i skały, potem znów walka ze sznurami, ja tym razem inteligentnie w sandałkach, ślizgam się jak szalona, przed nogami z sykiem wieje mi wąż, a gdy mam już wszystkiego serdecznie dość dochodząc na wodospad - ucieka mi sandał, którego porywa prąd wodny. Biegnę po tego buta, walczę ze skałami, przecież nie będę stąd złazić na boso i szukać sandała w basenach pod wodospadem 80 metrów niżej. Gdy w końcu go mam, siadam wygodnie, rozbieram się i już chcę iść popływać - to nie.. tym razem się poślizguje i wpadam stopą w rów, obijając sobie kostkę. 
Głupi ma szczęście - przeżyłam bez skręcenia i otarć, ale czułam tą nogę przez kolejne dni. Spokój ducha, to czasem jedyne co może nas uratować, więc gdy zaczęło jeszcze grzmieć, pozostawiłyśmy piękne widoki i ruszyłyśmy z powrotem na dół i pojechałyśmy na kolejny wodospad. 
Namuang no. 1 to 18 metrowy wodospad, o wiele łatwiej dostępny niż ten no. 2, przez co znów mniej nas zachwycić.
W drodze powrotnej zajechałyśmy jeszcze na plażę Lamai. Wysokie fale nie odpuszczały, ale tym razem wskoczyłyśmy do wody i skakałyśmy ile wlazło. W końcu to był nasz ostatni dzień.
Gdy zrobiło się ciemno pochodziłyśmy jeszcze chwilę po mieście, gdzie spotkałyśmy naszą parkę z wycieczki w Khao Sok (ta Tajlandia coraz mniejsza 😂), a potem wróciłyśmy do Chaweng. 
Oczywiście nie od razu do hotelu, bo po drodze zainteresował nas tłum i rzesze skuterów. Festiwal jedzenia! Co jak co, ale kuchni tajskiej nie odpuszcza się nigdy, więc to tam uzupełniłyśmy nasze ostatnie zachcianki smakowe i po raz ostatni spróbowałyśmy ulubionych przysmaków.



Wat Phra Yai                                          Wat Plai Laem

Wat Khunaram

Namaeng Waterfall 2

Namaeng Waterfall 2

Namaeng Waterfall 1

Lamai Beach

Chaweng Beach



Dzień 29
Podróż do Bangkoku
Podróż do Doha
Jako, że skuter mogłyśmy oddać stosunkowo późno- mogłyśmy pojeździć jeszcze po okolicy. Więc to zrobiłyśmy - po raz pierwszy pędziłyśmy bez ładu i składu po ulicach, napawając się ostatnimi chwilami na wyspie.
Po oddaniu skutera, wróciłyśmy po plecaki i nadszedł czas powrotu.
Podczas jednej z podróży znalazłyśmy jakiś przystanek niedaleko, z którego teoretycznie miały jeździć transporty na lotnisko. Nikt nie wiedział o której i czy w ogóle coś tu jeździ, więc to był zwykła gra w zgadywanie. Na nasze szczęście podjechał po kilkunastu minutach jakiś pickup, do którego podbiegła Patka z zapytaniem, czy nas podwiezie. I zawiózł. Po chwili byłyśmy już na lotnisku.
I oczywiście nawet nasz wyjazd z kraju nie mógł się obyć bez niespodzianek. Zaczęło się ode mnie - bagaż podręczny piszczy, wypakowują wszystko, okazuje się, że przewożę scyzoryk z otwieraczem do wina - pamiątka, którą zapomniałam schować do głównego. Poszło w śmieci, dziękujemy, nie przewiozę. Patsona się ze mnie śmieje, że przestępca, ale ten się śmieje, kto się śmieje ostatni, bo gdy tylko podeszłyśmy do gate’u - to Patsony nazwisko widniało na tablicy.
Problem z bagażem głównym. Beka. Ludzie się na nas gapią, a my pod eskortą pracowników lotniska jedziemy do miejsca, gdzie sprawdzają bagaże. Okazuje się, że Patsona przemyca zapalniczkę w głównym 😂 Stres, zakłopotanie, śmiech, wracamy z powrotem. Wstrzymałyśmy z lekka boarding, bo już wszyscy stali w kolejce, a dopiero jak my wróciłyśmy z płyty lotniska - zaczęli nas tam wypuszczać 😂 I tak z powrotem wylądowałyśmy w tym samym wózku, tym razem jadąc do samolotu i dla odmiany, już bez żadnych przygód dotarłyśmy do swoich miejsc i wyruszyłyśmy w podróż do Bangkoku, a w Bangkoku przesiadłyśmy się w samolot do Doha.


Dzień 30
Powrót do Warszawy

W nocy wylądowałyśmy w Doha. Tym razem na spokojnie czekałyśmy na samolot do Warszawy.
Po kilku godzinach powitał nas chłód polskiej jesieni i tato Patsony, który zawiózł mnie do domku.
I tak nastąpił moment zderzenia z nową rzeczywistością.




Nocleg - kondominium
4 noce - 255 zł / 2 os.
Victorian Samui Condominium
Victorian Samui Condominium przypomina hotel, w którym mamy dostępne mieszkania w formie kawalerek - kuchnia, pokój i łazienka, a także balkon i basen na zewnątrz z widokiem na góry.
Dzięki kuchni robiłyśmy sobie posiłki, a nocą kąpałyśmy w basenie. Co do zwierzątek, tym razem dla odmiany mieszkałyśmy z zastępem mrówek.



Victorian Samui Condominium














Nie wyobrażam sobie lepszej podróży, lepszego kompana i lepszego pierwszego backpackowego wyjazdu.
To była wyprawa życia i zawsze będę ją dobrze wspominać.
Koh Samui było idealną wisienką na torcie i tam spróbowałyśmy i zrobiłyśmy resztę rzeczy, które miałyśmy w planach.
Jest to też już ostatni post dotyczący Tajlandii. Ogromną przyjemność sprawił mi powrót do tych wszystkich chwil.
Moja przygoda z podróżowaniem jednak się tutaj nie kończy, jak zwykle już jestem na etapie planowania kolejnego wyjazdu, który nastąpi już końcem tego miesiąca. Zakończę i rozpocznę rok Eurotripem po Austrii, Liechtensteinie i Szwajcarii.
Nie zwalniamy tempa!





A jakie tempo było podczas podróży na Koh Samui ➡️ sprawdźcie film poniżej ⬇️
Enjoy!🍻








#Phuket - Miesiąc w Tajlandii

#Phuket - Miesiąc w Tajlandii

Phuket - największa wyspa Tajlandii i jedno z najbardziej popularnych miejsc. Mówi się, że to miejsce tętni życiem, a najbardziej rozrywkowym miastem jest...

Patong - miasto na zachodnim wybrzeżu, z prawie 3 kilometrową plażą i najbardziej rozwiniętym na Phuket życiem nocnym.

Promthep Cape



PLAN

Dzień 18
Wyjazd z Krabi
Podróż do Phuket (Patong)
Bangla Road

Z longboata na prom (duży odpływ - statek nie mógł podpłynąć), walka z falami i wspinaczka po drabinie z jednej łodzi na drugą.
Zostawiłyśmy rzeczy w kabinie i poszłyśmy na dziób rozkoszować się wiatrem. Gdy dopływaliśmy do Phuket zaczęło akurat lać. I tak sobie biegliśmy po statkach, na busa, który zawoził nas do hotelu do miasta na drugim końcu wyspy - Patong.
Gdy w końcu byłyśmy w hotelu - przestało padać, więc standardowo - przebrałyśmy się i w drogę.
Zaczęłyśmy od kupienia kolejnej wycieczki i spaceru na Bangla Road. I jeśli Khao San było imprezowe, to Bangla to inny stan umysłu. To połączenie Patpong i Khao San. Otwarte kluby nocne, panie tańczące na rurach, domy opieki nad mężami (jak wygląda ta „opieka” domyśleć się można 😏), pokoje zabaw (takie z biczami, sznurami, wiadomo - Red Room z Fifty Shades of Grey zawsze ma wzięcie 😈), są bary z muzyką na żywo, uliczni tancerze, stoiska z jedzeniem, pamiątkami i czym tylko się da, w tym propozycjami fucking show i Ping Pong show (dla niewtajemniczonych - prostytutka wyrzuca z waginy piłki do ping ponga 🙅). Nikt się tu nie może nudzić, co najwyżej - zmęczyć. My dopiero po 3 podejściu byłyśmy w stanie przejść tą drogą czerpiąc z tego satysfakcję i autentycznie się bawiąc.
Nią doszłyśmy do plaży Patong i była to chyba pierwsza plaża, która niekoniecznie nam się podobała.

 
Ulice Patong

Bangla Road

Bangla Road

Bangla Road

Bangla Road

Patong Beach


Dzień 19
Patong Beach
Freedom Beach
Night Market

Gdy wstałyśmy rano, znów wybrałyśmy się na plażę. 
Nic się nie zmieniło, nie dość ze brudna to widoki dookoła nie dorastały Krabi do pięt 😥. Na dodatek strasznie wiało, a słońce było za chmurami, więc wróciłyśmy w końcu do hotelu.
W międzyczasie przejaśniło się, więc poszłyśmy na kolejną plażę - Freedom. I tak jak nazwa wskazuje - można było poczuć na niej wolność. Wolność od zgiełku, od ludzi, naprawdę kameralne miejsce. Ma długość około 300 m i otaczają ją drzewa i skały.
Na miejscu było wtedy może 4 osoby. Zapewne przez to, że dojście do niej kosztowało dużo wysiłku. Niby 3 km, ale ciągle pod górkę, na koniec ze stromym zejściem w dół przez chaszcze. Marzenie o kąpieli spaliło na panewce, gdy dostrzegłyśmy ogromne fale i czerwoną flagę. Oczywiście, poopalałyśmy się i co mogłyśmy to się pomoczyłyśmy (wysokie fale nadal mnie przerażają - historia z Teneryfy 🠞patrz tu🠜 nadal siedzi w mojej głowie).
Po powrocie do hotelu i przebraniu się - wyruszyłyśmy na nocny market i Bangla Road.

Ulice Patong

Freedom Beach

Freedom Beach

Freedom Beach


Dzień 20
Wycieczka
- Ko Phi Phi Leh:
Maya Bay
Loh Samah Bay
Pileh Lagoon
Viking Cave
- Ko Phi Phi Don:
Monkey Beach
- Khai Nai Island

Rano podjechał bus, który zawiózł nas na molo. Tam wsiedliśmy do speedboat’a i ruszyliśmy na Ko Phi Phi Leh - wyspę, na której kręcono film „Niebiańska plaża” z Leonardo DiCaprio, a na którą obecnie wejść nie można -zakaz wprowadzono, by pozwolić naturze na odrodzenie i nieznany jest na razie moment jej ponownego udostępnienia.
Po opłynięciu jej dookoła, przyszła kolej na Ko Phi Phi Don - wyspę o bardzo specyficznym kształcie. Dwa wzgórza skalne są połączone ze sobą wąskim, piaskowym przesmykiem z zatokami po obu stronach. Sprawia to, że nie dość, że jest różnorodna, to zapewnia wyjątkowe widoki. Mieliśmy na niej czas wolny, który wykorzystałyśmy na spacer po plażach, gdzie przejście z jednej na drugą pokonałyśmy pół po falochronach 😂, pół po terenie jakiegoś hotelu 😬, na który wlazłyśmy przez ogrodzenie 💁, a na koniec promenadą do portu.
Stamtąd zabrano nas na Monkey Beach z plażą pełną małpek. Niewielki skrawek, z milionem turystów i biednymi zwierzątkami. To nie był najlepszy wybór jeśli chodzi o atrakcję, ale przynajmniej starałyśmy się nie zbliżać do nich i nie zachowywać jak część turystów, którzy momentami byli bardziej jak te małpy niż one same.
Po tym przystanku przyszła kolej na snorkelling. Tym razem nic mi nie przeszkadzało, pływałam jak szalona i poznawałam dalsze części raf Morza Andamańskiego.
Ostatnim przystankiem była Khai Nai Island - niewielka wyspa pełna kotów, z centralnie położonym budynkiem z restauracjami. I tyle z jej rajskości.
Niestety wtedy pogoda się załamała i zaczęło lać. Gdy przestało - porobiłyśmy trochę zdjęć, zaprzyjaźniłyśmy się z jednym z kotów 🐱 i wróciłyśmy na łódź i do Patong.

Ko Phi Phi Leh

Ko Phi Phi Don

Ko Phi Phi Don

Ko Phi Phi Don

Monkey Beach


Monkey Beach


Khai Nai Island


Dzień 21
Karon Viewpoint
Windmill Viewpoint
Promthep Cape
Big Buddha
Wat Chalong
Phuket Old Town

To był dzień skutera 🛵. Wypożyczyłyśmy go za jakieś 20 zł, na trasie jakiś pan wlał nam z lejka do baku paliwo za 6 zł (2 litry bodajże) i pojechałyśmy dalej.
Jadąc wzdłuż brzegu podziwiałyśmy plaże i zatrzymałyśmy się na punkcie widokowym na jedną z nich - Karon Viewpoint na Karon Beach. Widok nie porywał, ale mimo wszystko warto było zjechać.
Na trasie wyskoczył mi też kolejny punkt widokowy opisany jako Windmill. Zgodnie z nazwą - tuż obok znajdował się wiatrak i warto było tam odbić, bo widoki były świetne. Woda w tej części ma nieziemski kolor, trawa jest jakaś zieleńsza, a podczas naszego pobytu akurat jakiś pan latał na paralotni.
Stamtąd pojechałyśmy na Promthep Cape - najdalej wysunięty na południe punkt Phuket z zielonymi klifami i pomarańczową glebą, co w połączeniu dawało perfekcyjny efekt.
Kolejny na trasie był Big Buddha - 42 metrowa, biała statua będąca 3-cią największą w Tajlandii i najwyższą jaką widziałyśmy podczas pobytu w tym kraju. Oprócz samego Buddy, dech zapiera widok z tego punktu, bo roztacza się on na lasy i plaże będące w oddali.
Kilka kilometrów jest była za to Wat Chalong - największa i najważniejsza świątynia na Phuket. Ze wszystkich, które widziałyśmy, wyróżniała się najbardziej. Zbudowana z kilku pięter, gdzie na każdym było minimum kilkanaście dużych posągów Buddy, a ściany przy schodach pokryte były kolorowymi malowidłami, a drogę do niej wskazywały kwiaty będące płytkami chodnika.
Jako ostatnie w planie było Old Town w Phuket składające się z głównej ulicy pełnej kolorowych kamienic, sklepów z pamiątkami i ubraniami. Spędziłyśmy kilka godzin krążąc w jedną i w drugą stronę, po czym na nowo wsiadłyśmy na skuter.
Patsona robiła za świetnego kierowcę, kluczyła między autami, po Pai miała już niezłą wprawę. Wyjeżdżając z Phuket trafiłyśmy na dziesiątki ludzi wracających z pracy i ze szkoły, więc droga wyglądała jakbyśmy wręcz trafiły na zlot skuterów. Niezwykła frajda, być częścią czegoś takiego.
Po drodze do Patong zajechałyśmy jeszcze do Kathu Waterfall, niestety zaczęło się już robić późno i pogoda znów przestała dopisywać, a szlak nie był logicznie wytyczony, więc tym razem podjęłyśmy decyzję, by tak nie szaleć i wrócić do domu.
Przez całą drogę marzył mi się kurczak na patyku, więc po drodze specjalnie zajechałyśmy na stoisko, gdzie pierwszego dnia zjadłyśmy najlepszego chicken stick'a na świecie. I tak wracałam, jedną ręką nagrywając a drugą wcinając kurczaka, zwiedzając Patong na skuterze 😂
Po oddaniu skutera, wróciłyśmy do hotelu i poszłyśmy na nocny market, który mieścił się niedaleko naszego noclegu. To był wieczór wspominek, alkoholu, płaczu, śmiechu i chwiejnej drogi do domu 😅
Trzeba było w końcu jakoś uczcić ostatni dzień na wyspie Phuket 🥂

Windmill Viewpoint                                Promthep Cape

Promthep Cape

Big Buddha

Widok z Big Buddha
Wat Chalong

Wat Chalong

Old Town Phuket

Old Town Phuket


Night Markets


Nocleg - hotel

4 noce - 111 zł / 2 os.
Lords Palace to nie jakiś wybitny hotel, bardziej przypominał blok mieszkalny, ale przy jednej z głównych ulic Patong.
To tam miałyśmy też akcje karaluchową, gdy weszłam do łazienki i jeden z tych dziadów akurat biegał wokół moich nóg. Tak szybko jak stamtąd wyszłam, tak już nigdy szybko nie weszłam. Niestety, słuch o nim zaginął i do dziś nie wiemy, gdzie się podział. Przez to przy każdym wejściu badałyśmy z Patką zasób łazienkowy, czy przypadkiem nie wyszedł 😂
Mimo wszystko - nie narzekam. Było blisko do nocnych marketów, nie tak daleko do plaży, a ogólne warunki były bardzo na plus. Jak na niecałe 15 zł za noc - pałac. 

Lords Palace


Phuket było miejscem, co do którego mam rozbieżne emocje. Pogoda tam średnio nam dopisała, jeśli porównamy z innymi miejscami. Najlepiej chyba wspominam wycieczkę i nasz skuterowy trip. Samo Patong natomiast to typowe miasto rozpusty i imprez nocnych. Jeśli miałabym się tam wybrać jako na jedyny tydzień wakacji - nie byłabym zadowolona. Ponadto na trasie, wiele razy rzucały nam się w oczy elephant safari, gdzie stały biedne słonie, osiodłane, czekając na turystów. Smutny to był widok po pobycie w sanktuarium, gdzie mogły biegać, gdzie chciały, bez zbędnego balastu na plecach.
I tak też kojarzę Phuket - jako turystyczną Mekkę dla ludzi łaknących przyziemnych wrażeń. Dobrze było jednak poznać i taką twarz Tajlandii.
Wy możecie zobaczyć ją o tutaj, na filmie 🠟

#Litwa - wyścig z czasem podczas koronawirusa

Każdy ma swoje granice wytrzymałości w życiu. Ja do swoich dochodzę, gdy zbyt długo siedzę w jednym miejscu. W ten sposób, pomimo nadciąg...

Copyright © Z życia Szwatki podróżniczki , Blogger