Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyspa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyspa. Pokaż wszystkie posty
#Koh Samui - Miesiąc w Tajlandii

#Koh Samui - Miesiąc w Tajlandii

Koh Samui - trzecia największa wyspa Tajlandii. Wnętrze jest górzyste, a na obrzeżach niziny i piaszczyste plaże. Jest częścią Angthong National Marine Park, a dla nas była ostatnim przystankiem podczas miesięcznej podróży po Tajlandii.


Chaweng - najpopularniejsze miasto na wyspie, z najdłuższą plażą i jeziorem, położone na wschodnim wybrzeżu. To tam wylądowałyśmy. Jest mimo wszystko spokojniejsze niż Patong na Phuket, dzięki czemu ma się większe odczucie sielskości połączonej z imprezą, niż rozrywki z poszukiwaniem spokoju.

Wat Phra Yai

PLAN
Dzień 25
Podróż na Koh Samui
Rano zjadłyśmy śniadanie w naszym resorcie, po czym przyjechał po nas pickup, który zwiózł nas do miasta. Tam wsiadłyśmy w minivana, który dowiózł nas do Surat Thani, a tam udałyśmy się na autokar, który jechał na Donsak Pier - prom, którym dopłynęłyśmy na Koh Samui. (Taka prosta podróż, ot co 🙆).
Gdy dotarłyśmy na wyspę, wzięłyśmy pierwszą lepszą taksówkę, z którą wytargowałam taką cenę, jaką byłam za nią w stanie dać i po okrążeniu połowy wyspy (ruch na Koh Samui odbywa się wzdłuż jej krawędzi) w końcu dotarłyśmy do hotelu.
Ku tradycji - rozpakowałyśmy się i w drogę.
Tym razem podczas spaceru zaliczałyśmy warzywniaki i targi - robiłyśmy zapas jedzenia i pamiątek, żeby wszystko już mieć z głowy. Przy okazji znalazłyśmy wypożyczalnię skuterów, która miała nam posłużyć za 2 dni i wykupiłyśmy wycieczkę.


Dzień 26
Bophut Fisherman's Village
Bophut Beach
Chaweng
Chaweng Lake

Śniadanko do łóżka to idealne rozpoczęcie dnia, ale za to pogoda od rana średnio nam sprzyjała. Jednak mimo wszystko poszłyśmy spacerkiem do innego miasta, zobaczyć wioskę rybacką i plaże. Po drodze kupiłyśmy kokosa - nowy rekwizyt do zdjęć.
Na plaży poleżałyśmy w deszczu, więc gdy już przemokłyśmy i przemarzłyśmy, nieomal biegiem wracałyśmy do swojego miasta Chaweng.
Gdy już się zagrzałyśmy, wybrałyśmy się na spacer po naszym mieście.

Bophut Beach






Bophut Fisherman's Village


Chaweng Lake


Dzień 27
Angthong National Marine Park:
Koh Wao
Koh Sam Sao
Koh Mae Koh
Koh Wua Ta Lab

Pobudka rano i ruszamy na wycieczkę. Pod hotel przyjechał minivan, który zawiózł nas do miejsca zbiórki, gdzie dostaliśmy jedzenie, picie i czekaliśmy na resztę. Pogoda znów nie sprzyjała - kropiło, a kuse wdzianka i stroje kąpielowe nie dawały zbyt dużo ciepła podczas płynięcia speedboatem.
Ale wcale nie przeszkadzało nam to do pójścia na przód, gdzie wiało jeszcze bardziej, bo chcąc nie chcąc, naprawdę było co podziwiać.
Angthong National Marine Park to archipelag składający się z 42 wysp i nawet mimo braku słońca - przyciągał uwagę.
Na pierwszy ogień poszło snorkellowanie 🏊.
Przewodnik zabrał nas do jaskini, gdzie można znaleźć kryształy (serio jakieś przyniósł 😂), a w jednym miejscu jest okrągły otwór, który wpuszcza światło akurat na okrągły kamień, niczym z filmu o syrenkach.
Naszym kolejnym przystankiem była wyspa Mae Ko z laguną. Punkt widokowy był świetny, a laguna zlokalizowana była w pięknym otoczeniu zielonych wzniesień. Marzenie o pływaniu w niej spłonęło jednak na panewce, gdy okazało się, że jest zakaz, bo zaobserwowano w niej obecność rekinów. ❗(I wtedy wchodzę ja, cała na biało, a raczej biało-blada, bo w Krabi władowałam się do laguny razdwatrzy, nie bacząc na obecność jakichkolwiek rezydentów - jak dobrze, że o tych rekinach dowiedziałam się dopiero wtedy 😰).
Tak czy inaczej, laguna była piękna, widoki z niej jeszcze lepsze, ale czas było ruszać na dalszą część wyspy, gdzie wypożyczyliśmy kajaki i popłynęliśmy na zwiedzanie między skałami.
Kolejną i ostatnią już wyspą była Wua Ta-Lab - wyspa matka, największą w archipelagu.
Tam zjedliśmy obiad, po czym nadszedł czas wolny. Wraz z naszym nowo poznanym kolegą Ruslanem poszłyśmy się wspinać na punkt widokowy, z którego widać było cały archipelag. Składał się on z 6 poziomów, gdzie na każdym było widać co innego.
Później poszłyśmy pochodzić po plaży i popływać.
Wycieczka jednak nie tylko uświadomiła nam obecność rekinów w lagunach, ale także rozwikłała sprawę piekącej skory podczas pływania.
Wysiadając ze speedboatu, przewodnik zaczął zwracać nam uwagę na zagęszczenie meduz w okolicy zejścia, żebyśmy uważali, żeby się nie poparzyć. No i wtedy dostrzegłam to, czego nie zauważyłam ani razu wcześniej - przyczyny naszej piekącej skóry - małe, ledwo widoczne meduzy, których ponoć w tym okresie jest pełno wszędzie. I w tym momencie świeć losie nad mą duszą - gdybyśmy się wcześniej o tym dowiedziały, wypatrywałybyśmy ich przy każdym wejściu do wody, a tak, w przedostatni dzień, to tylko się zaczęłyśmy śmiać 🤷🏼‍♀️




Koh Wao                                                                                                                                   

Koh Mae Koh

Koh Mae Koh

Koh Mae Koh

Koh Wua Ta Lap

Koh Wua Ta Lap

Koh Wua Ta Lap

Koh Wua Ta Lap

Koh Wua Ta Lap

Koh Wua Ta Lap

Koh Wua Ta Lap

Koh Wua Ta Lap


Dzień 28
Wat Phra Yai i Big Budda
Wat Plai Laem
Wat Khunaram
Namuang Waterfall 2
Namuang Waterfall
Lamai Beach
Central Festival Samui

Tym razem pogoda nas rozpieszczała od samego rana. Było słonecznie i upalnie, a nas czekał dzień jeżdżenia skuterem.
Standardowo wynajęłyśmy jeden w pobliskiej wypożyczalni za jakieś 12 zł i ruszyłyśmy na podbój wyspy. 
Na pierwszy ogień poszła świątynia Wat Phra Yai z ogromnym 12-metrowym Buddą. Kompleks świątynny zbudowany jest na małej wyspie o nazwie Koh Farn i podłączony jest groblą do Koh Samui. 
Na naszej świątynnej wyprawie nie mogło też zabraknąć Wat Plai Laem, czyli kolejnego kompleksu świątynnego zlokalizowanego na wodzie. Składa się z posągu Guanyin - chińskiej bogini miłosierdzia i współczucia z 18 ramionami, posągu chińskiego, grubego Buddy o 30 m wysokości, jak i samej świątyni Wat Plai Laem z kolorowymi obrazami na ścianach i sklepieniu.
Kolejną i ostatnią już świątynią była Wat Khunaram ze zmumifikowanym mnichem w okularach przeciwsłonecznych (serio 😂), który zmarł w 1973 r.
Gdy już nieomal płonęłyśmy na tym skuterze, nadszedł czas by się trochę powspinać na wodospad.
Widok jaki się z niego roztaczał wynalazłam już wieki wcześniej, przeglądając instagramy. Panorama na dżungle i góry, siedząc w wodospadzie to niesamowite przeżycie.
Ale wspinaczka już taka nie była.
Zaczynamy chybotliwym mostkiem zawieszonym na drzewach, pod którym tylko woda i skały, potem znów walka ze sznurami, ja tym razem inteligentnie w sandałkach, ślizgam się jak szalona, przed nogami z sykiem wieje mi wąż, a gdy mam już wszystkiego serdecznie dość dochodząc na wodospad - ucieka mi sandał, którego porywa prąd wodny. Biegnę po tego buta, walczę ze skałami, przecież nie będę stąd złazić na boso i szukać sandała w basenach pod wodospadem 80 metrów niżej. Gdy w końcu go mam, siadam wygodnie, rozbieram się i już chcę iść popływać - to nie.. tym razem się poślizguje i wpadam stopą w rów, obijając sobie kostkę. 
Głupi ma szczęście - przeżyłam bez skręcenia i otarć, ale czułam tą nogę przez kolejne dni. Spokój ducha, to czasem jedyne co może nas uratować, więc gdy zaczęło jeszcze grzmieć, pozostawiłyśmy piękne widoki i ruszyłyśmy z powrotem na dół i pojechałyśmy na kolejny wodospad. 
Namuang no. 1 to 18 metrowy wodospad, o wiele łatwiej dostępny niż ten no. 2, przez co znów mniej nas zachwycić.
W drodze powrotnej zajechałyśmy jeszcze na plażę Lamai. Wysokie fale nie odpuszczały, ale tym razem wskoczyłyśmy do wody i skakałyśmy ile wlazło. W końcu to był nasz ostatni dzień.
Gdy zrobiło się ciemno pochodziłyśmy jeszcze chwilę po mieście, gdzie spotkałyśmy naszą parkę z wycieczki w Khao Sok (ta Tajlandia coraz mniejsza 😂), a potem wróciłyśmy do Chaweng. 
Oczywiście nie od razu do hotelu, bo po drodze zainteresował nas tłum i rzesze skuterów. Festiwal jedzenia! Co jak co, ale kuchni tajskiej nie odpuszcza się nigdy, więc to tam uzupełniłyśmy nasze ostatnie zachcianki smakowe i po raz ostatni spróbowałyśmy ulubionych przysmaków.



Wat Phra Yai                                          Wat Plai Laem

Wat Khunaram

Namaeng Waterfall 2

Namaeng Waterfall 2

Namaeng Waterfall 1

Lamai Beach

Chaweng Beach



Dzień 29
Podróż do Bangkoku
Podróż do Doha
Jako, że skuter mogłyśmy oddać stosunkowo późno- mogłyśmy pojeździć jeszcze po okolicy. Więc to zrobiłyśmy - po raz pierwszy pędziłyśmy bez ładu i składu po ulicach, napawając się ostatnimi chwilami na wyspie.
Po oddaniu skutera, wróciłyśmy po plecaki i nadszedł czas powrotu.
Podczas jednej z podróży znalazłyśmy jakiś przystanek niedaleko, z którego teoretycznie miały jeździć transporty na lotnisko. Nikt nie wiedział o której i czy w ogóle coś tu jeździ, więc to był zwykła gra w zgadywanie. Na nasze szczęście podjechał po kilkunastu minutach jakiś pickup, do którego podbiegła Patka z zapytaniem, czy nas podwiezie. I zawiózł. Po chwili byłyśmy już na lotnisku.
I oczywiście nawet nasz wyjazd z kraju nie mógł się obyć bez niespodzianek. Zaczęło się ode mnie - bagaż podręczny piszczy, wypakowują wszystko, okazuje się, że przewożę scyzoryk z otwieraczem do wina - pamiątka, którą zapomniałam schować do głównego. Poszło w śmieci, dziękujemy, nie przewiozę. Patsona się ze mnie śmieje, że przestępca, ale ten się śmieje, kto się śmieje ostatni, bo gdy tylko podeszłyśmy do gate’u - to Patsony nazwisko widniało na tablicy.
Problem z bagażem głównym. Beka. Ludzie się na nas gapią, a my pod eskortą pracowników lotniska jedziemy do miejsca, gdzie sprawdzają bagaże. Okazuje się, że Patsona przemyca zapalniczkę w głównym 😂 Stres, zakłopotanie, śmiech, wracamy z powrotem. Wstrzymałyśmy z lekka boarding, bo już wszyscy stali w kolejce, a dopiero jak my wróciłyśmy z płyty lotniska - zaczęli nas tam wypuszczać 😂 I tak z powrotem wylądowałyśmy w tym samym wózku, tym razem jadąc do samolotu i dla odmiany, już bez żadnych przygód dotarłyśmy do swoich miejsc i wyruszyłyśmy w podróż do Bangkoku, a w Bangkoku przesiadłyśmy się w samolot do Doha.


Dzień 30
Powrót do Warszawy

W nocy wylądowałyśmy w Doha. Tym razem na spokojnie czekałyśmy na samolot do Warszawy.
Po kilku godzinach powitał nas chłód polskiej jesieni i tato Patsony, który zawiózł mnie do domku.
I tak nastąpił moment zderzenia z nową rzeczywistością.




Nocleg - kondominium
4 noce - 255 zł / 2 os.
Victorian Samui Condominium
Victorian Samui Condominium przypomina hotel, w którym mamy dostępne mieszkania w formie kawalerek - kuchnia, pokój i łazienka, a także balkon i basen na zewnątrz z widokiem na góry.
Dzięki kuchni robiłyśmy sobie posiłki, a nocą kąpałyśmy w basenie. Co do zwierzątek, tym razem dla odmiany mieszkałyśmy z zastępem mrówek.



Victorian Samui Condominium














Nie wyobrażam sobie lepszej podróży, lepszego kompana i lepszego pierwszego backpackowego wyjazdu.
To była wyprawa życia i zawsze będę ją dobrze wspominać.
Koh Samui było idealną wisienką na torcie i tam spróbowałyśmy i zrobiłyśmy resztę rzeczy, które miałyśmy w planach.
Jest to też już ostatni post dotyczący Tajlandii. Ogromną przyjemność sprawił mi powrót do tych wszystkich chwil.
Moja przygoda z podróżowaniem jednak się tutaj nie kończy, jak zwykle już jestem na etapie planowania kolejnego wyjazdu, który nastąpi już końcem tego miesiąca. Zakończę i rozpocznę rok Eurotripem po Austrii, Liechtensteinie i Szwajcarii.
Nie zwalniamy tempa!





A jakie tempo było podczas podróży na Koh Samui ➡️ sprawdźcie film poniżej ⬇️
Enjoy!🍻








Urokliwy grecki Kos

Urokliwy grecki Kos

Z racji tego, że podróżom nigdy nie odmawiam, już po raz trzeci od początku tego roku, wyjechałam z kraju. Tym razem wybory dokonywała moja rodzinka i stanęło na wyspie Kos.



Urok wyspy Kos 🌄

Kos to niewielka grecka wyspa zwana "egejskim ogrodem", leżąca na Morzu Egejskim u wybrzeży Turcji w archipelagu Dodekanez. Słynie z turkusowego morza, zielonych wzgórz oraz miasteczek ze starożytnymi ruinami. Z racji pobytu początkiem sezonu, na przełomie kilku dni miałam możliwość zaobserwować przemianę pogody z chłodnych wieczorów w upalne noce, a także, dzięki niewielkiej ilości ludzi i turystów - mogłam spokojnie zgłębiać uroki wyspy.
Zazwyczaj jako człowiek imprez i dużych miast, kameralne miejsca nie powinny być dla mnie zadowalające, jednak po dwóch latach mieszkania w Warszawie, naprawdę doceniam teraz odosobnienie, cisze i spokój. Ostatni raz byłam w takim miejscu na obozie konnym, o którym możecie przeczytać tutaj. 📝

Kos wywarł na mnie tym większe wrażenie i za to go najbardziej polubiłam - za to poczucie bycia częścią natury na tym przepięknym skrawku ziemi z cykadami jako muzyką w tle. 








Mój Sovereign 🏩
Sovereign, czyli po polsku "władca", zgodnie ze swoją nazwą, zawładnął moim sercem. To szczególnie dzięki niemu miałam poczucie bliskości natury. W promieniu 2 km od hotelu nie było nic. Kilka domów, stadnina koni i pola pełne krów. Możecie sobie to wyobrazić? To cudowne odcięcie od świata? Na początku wydawało się to dla mnie być uciążliwe, jednak ta lokalizacja nadała tylko uroku całemu pobytowi. Jego klasyfikowane 5 gwiazdek nie mijało się z prawdą. Codzienne animacje i wieczorne show zapewniało rozrywkę, jedzenie było pyszne, a prywatna plaża i baseny czyściutkie. Zaskakującą kwestią był natomiast fakt, że większość gości to byli Polacy. Znaczną część stanowili również Czesi, Anglicy i Szkoci.







Rodzinne wakacje 👪
Rok temu stwierdziłam, że nigdzie więcej z rodzinką nie jadę (post), jednak kobieta zmienną bywa i zew podróży bywa silniejszy niż cokolwiek innego. Poza tym, z każdym rokiem coraz rzadziej zjeżdżam do domu, by spędzić czas z rodziną. Stwierdziłam w takim razie, że to dobra okazja, by spędzić z nimi więcej czasu. I tak też się stało. Tym razem, by uniknąć większych nerwów, znikałam na całe wieczory i noce, by móc pobawić się jako 21-latka, którą już jednak jestem, a dnie spędzałam z rodzinką, dzięki czemu panowała idealna równowaga.



Moja codzienna Kardamena 🌆
Teoretycznie nasz hotel położony był w Kardamenie - najładniejszym kurorcie na całej wyspie. W praktyce, do miasta mieliśmy 2 km, czyli jakieś 25 min spacerkiem. Samo miasteczko ma swoją magię - niewielki port, promenada i wąskie uliczki pełne sklepików, barów i restauracji. To tam spędziłam najwięcej czasu i prawie wszystkie noce. Jeśli zdarzy się wam tam być, pozdrówcie właściciela Why Not Bar od Karoliny od Rico z Polski 😍









Nisyros wyspą wulkanu 🌋
Korzystając z oferty biura TUI, wybraliśmy się na wycieczkę na wyspę Nisiros. Jest to niewielka wyspa wulkaniczna, mająca około 50 km2. Na sam początek dopłynęliśmy statkiem do portu w Mandraki - jedynego miasta na wyspie, które ma w sobie "to coś". Mimo, że jest malutkie, ma w sobie czar. Kaskadowo ułożone domki w pastelowych kolorach, wąskie uliczki i zachwycająca czarna plaża to obraz, który jawi mi się przed oczami na wspomnienie tego miejsca. Mieliśmy też okazje zobaczyć inną osadę, jaką jest zamieszkana przez 46 ludzi ❗ Nikia. Przypomina nieco Mandraki, z taką różnicą, że jest położona na wzniesieniu, dzięki czemu rozpościera się z niej widok na prawie całą panoramę wyspy i jej krateru. I właśnie głównym celem podróży był ten krater Stefanosa, czyli
czynnego wulkanu. Odór siarki, gorąca para ulatniająca się z dziur w powierzchni ziemi i duszący kaszel od wulkanicznych pyłów to teoretycznie negatywne aspekty, ale jednak rzecz, którą warto przeżyć. Niecodziennie ma się przecież okazję przebywać w kraterze wulkanu. 



Mandraki

Mandraki

Mandraki

Mandraki

Mandraki

Mandraki

Mandraki


Nikia


Nikia

Krater wulkanu Stefanos



Autko 🚗

Aby nie zdawać się tylko na wycieczki z biura, po raz pierwszy, podczas pobytu za granicą, wypożyczyliśmy samochód. Możliwe, że miał tu coś do gadania mój zew podróżnika, który do głosu zaczął dochodzić po pierwszej samotnie zorganizowanej podróży. W ten sposób udało mi się przekonać rodzinkę, że nie ma nic lepszego niż zwiedzanie indywidualne, na własną rękę, a nie biegając jako grupa wycieczkowa po niekoniecznie interesujących miejscach.
Co do samego wypożyczenia - naprawdę polecam. Jest bardziej opłacalne niż wycieczki, auta są zadbane, a ubezpieczenie w cenie. Prawdę mówiąc, auto podstawiono nam pod hotel, a po dwóch dniach Pan przyjechał je zabrać, nawet nie sprawdzając, czy coś z autem się nie stało.

Kia może nie była demonem prędkości, ale świetnie dawała sobie radę na kosowych drogach i umożliwiła nam zobaczenie całej wyspy.
 





Kos z plażami marzeń 🌅

Dzięki naszej Kii, mieliśmy możliwość pojeździć po okolicznych plażach, każdej innej od drugiej. Jednego dnia widzieliśmy p
iaszczystą plażę w Tigaki z pobliskim jeziorem Alikes, przy którym można spotkać flamingi (nam się niestety nie udało 😥), a kolejny dzień poświęciliśmy wybrzeżu Kefalos. Zatrzymaliśmy się na Paradise Beach, Camel Beach i Agios Stefanos. Największe wrażenie zrobiła na mnie Camel Beach, do której trzeba było zejść spory kawałek w dół zbocza, ale widoki były tego warte. Ulokowana nieco ustronnie i otoczona skałami, ta plaża to spełnienie najskrytszych marzeń. Najwięcej czasu spędziliśmy jednak na Agios Stefanos - plaży słynnej z ruin bazyliki. Oprócz kolumn, jeśli dobrze się przyjrzało, dało się zauważyć mozaiki podłogowe zachowane z V wieku n.e. Niegdyś bazylika była połączona mostem z wysepką Kastri. Obecnie na ten skrawek lądu można dotrzeć łódką, my jednak wybraliśmy trudniejszą opcję - dopłynęliśmy tam wpław. 

Tigaki Beach                                                                                   Jezioro Alikes

Camel Beach                                                           Paradise Beach


Agios Stefanos Beach


Droga na wyspę Kastri, którą udało mi się pokonać wpław

Górska Zia 🏔
Oprócz plaż, wybraliśmy się też w góry, a konkretnie do malowniczej wioski Zia. Słynie ona z przepięknych zachodów słońca, podczas których zjeżdżają się wszystkie wycieczki, przez co my zdecydowaliśmy się na zwiedzanie poranne. Dzięki temu ominęły nas tabuny dzikich turystów i samotnie mogliśmy się rozkoszować krajobrazami i pobytem w Natural Park of Zia. Teoretycznie to tylko jakby zoo z sarnami, osiołkami, czy żółwiami, ale widoki i huśtawki z hamakami znajdujące się w najwyższym punkcie parku sprawiają, że to miejsce, w którym chce się spędzić jak najwięcej czasu.





Pamiątki z wyspy Kos 💍
Za urok Kosu nie odpowiadają tylko krajobrazy i spokój, ale także ludzie. Po raz kolejny jestem zachwycona obcokrajowcami. Pewnie to zasługa niewielkich miejscowości, ale wszyscy ludzie się tam znają, typowe dla nich jest też zostawianie kluczy w drzwiach, by sąsiedzi mogli wejść, kiedy chcą. Każdy z każdym się wita i choć na chwilę przystaje, by zamienić kilka słów. Dla mnie osobiście jednak, jedną z najmilszych rzeczy był prezent od ulicznego jubilera. Spacerując uliczkami Kardameny, napotkałam jego stoisko. Gdy zauważył, że przyglądam się jego wyrobom, wdał się ze mną w rozmowę po (UWAGA❗) - polsku! Po czym z kawałka metalu, zrobił mi pierścionek z literą K - jak Karolina. Co było jeszcze dziwniejsze - nie oczekiwał za to żadnej zapłaty. Natomiast kolejnego dnia, podczas zwiedzania miasta Kos - jeden z przechodniów wręczył mi małego kwiatka, pasującego idealnie, by wpiąć go sobie we włosy.




Zakochaj się w Grecji 💘
Nie wiem, co takiego ma w sobie Grecja, ale to mój drugi pobyt w tym kraju i po raz kolejny wracam z mętlikiem w głowie i wakacyjną miłością. 3 lata temu wyspa Korfu, teraz - Kos.
Na zawsze jednak zapamiętam nocne spacery po plaży w towarzystwie czerwonego księżyca, który stawał się żółtym,a następnie odprowadzał nas do Kardameny, by powrócić następnego dnia, kontynuując tradycję. I nigdy też nie zapomnę mojego czarnucha Rico, który sprawiał, że każdy dzień był lepszy od poprzedniego. Prawda jest taka, że nigdy nie wiemy, gdzie spotkamy kogoś kto tak do nas pasuje - ma podobne zainteresowania, zbieżny charakter, przy którym czujemy się tak, jakbyśmy znali się od lat i chcemy spędzać z nim jak najwięcej czasu. Rzeczywistość jednak nie jest czasem tak prosta i przyjemna, a niektóre rzeczy mogłyby się zdarzyć, ale nie w tym życiu.




Greckie koty 😸
Kwestią przyzwyczajenia jest już, że do jakiego państwa nie pojadę, obecność kotów na ulicach jest czymś normalnym. Dawniej myślałam, że to typowe tylko dla Egiptu, gdzie kot jest zwierzęciem świętym. Ale nie! Okazuje się, że i tutaj te urocze puchowe kluski są na każdym kroku. Spowodowane jest to pogodą sprzyjającą ich rozmnażaniu, stąd ta liczebność. Jako że większość z nich to zwierzęta bezdomne, dobrze było widzieć, że co kawałek stały miski z jedzeniem i wodą.
W końcu w erze turystów dokarmiaczy, łatwo zagubić naturę łowcy.






Podsumowując, to były naprawdę udane wakacje, zwiększające listę moich doświadczeń, dające spokój i zmieniające moje podejście do turystycznych kurortów.
Najbliższy planowany wyjazd - Tajlandia końcem sierpnia. Życzcie mi powodzenia w zaplanowaniu wszystkiego - w końcu to trip na cały miesiąc
😱
A jak spędziłam czas na Kosie - na filmiku poniżej ⏬




P.S. Autorem wszystkich moim zdjęć jest moja mama, dla której ogromny szacunek za umiejętności i wielkie podziękowania z mojej strony za naprawdę udane zdjęcia 💞📷

#Litwa - wyścig z czasem podczas koronawirusa

Każdy ma swoje granice wytrzymałości w życiu. Ja do swoich dochodzę, gdy zbyt długo siedzę w jednym miejscu. W ten sposób, pomimo nadciąg...

Copyright © Z życia Szwatki podróżniczki , Blogger